Mieli wrócić po kilku dniach, zostali ponad 270. Astronauci Suni Williams i Barry Wilmore po przymusowym, dziewięciomiesięcznym pobycie na ISS wrócili na Ziemię. Ale ich twarze mówią więcej niż słowa. W kosmosie czas płynie inaczej — i nie chodzi tu tylko o teorię względności.
Miał być krótki test, a zamienił się w kosmiczną odyseję. Astronauci Suni Williams i Barry Wilmore wyruszyli na Międzynarodową Stację Kosmiczną z misją, która miała potrwać zaledwie osiem dni. Spędzili tam… ponad dziewięć miesięcy. Gdy we wtorek wrócili na Ziemię, wyglądali, jakby minęły całe lata.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Ich twarze zdradzają zmęczenie, ciało — skutki długotrwałego pobytu w nieważkości. Skóra wydaje się bardziej napięta, ale to złudzenie — pod nią widać wychudzenie, kości wystają bardziej niż przed misją. Utrata masy mięśniowej, szczególnie w nogach i plecach, może sięgać nawet 20 procent, mimo codziennych ćwiczeń. Do tego dochodzą problemy z krążeniem, zawroty głowy, a nawet omdlenia — wszystko przez to, że serce w stanie nieważkości pracuje lżej i dosłownie „rozleniwia się”. Po powrocie na Ziemię musi uczyć się pompować krew pod grawitacyjnym ciśnieniem na nowo. Zmienia się także wzrok — płyn przesuwa się w górne partie ciała, wywierając nacisk na nerwy wzrokowe. — Serce po prostu się rozleniwia. Trzeba je potem uczyć wszystkiego na nowo — tłumaczą lekarze. Astronauci często muszą przejść intensywną rehabilitację, by znów normalnie chodzić, stać, oddychać bez zadyszki. Kosmos zostawia ślad — nie tylko w pamięci.
To, co miało być rutynowym testem nowej kapsuły Starliner firmy Boeing, zamieniło się w trwający miesiącami impas. Problemy techniczne zmusiły NASA do pozostawienia astronautów na orbicie. Dla ich rodzin i bliskich był to emocjonalny rollercoaster. Oni sami — jak mówią — starali się zachować spokój. Ale izolacja, brak kontaktu z bliskimi i monotonia dnia codziennego w zamkniętej przestrzeni odbiły się także na psychice.
Williams już tęskni za perspektywą, jaką daje kosmos. Ale równie mocno czeka na swoje dwa labradory. — Nie chcę stracić tej iskry, którą dał mi wszechświat — mówi.
Ich powrót na Ziemię to nie koniec. Teraz przed nimi tygodnie rehabilitacji, powolnego odzyskiwania równowagi i sił.
Nieważkość może wydawać się magiczna — człowiek unosi się bez wysiłku, każdy ruch przypomina taniec w powietrzu. Ale to tylko złudzenie. Dla naszego organizmu naturalnym i najlepszym miejscem do życia pozostaje Ziemia, ze swoją dokładnie wyliczoną grawitacją. To ona trzyma nas przy gruncie, utrzymuje ciśnienie krwi, formuje mięśnie i kości, reguluje rytmy biologiczne. Gdyby Bóg choć odrobinę się pomylił w tych „kosmicznych obliczeniach” — o, wtedy mielibyśmy prawdziwe kłopoty. I to nie tylko ze staniem na nogach.
💡 Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł! Podziel się swoją reakcją: