Piękne ptaszki sobie żyły, fruwały, ale ktoś je złapał, zabił i wypchał watoliną. Ktoś też potem je sprzedawał. Tym kimś okazał się 45-latek spod Lubaczowa. Policjanci namierzyli sprzedawcę po ogłoszeniu w internecie. Zatrzymali i skonfiskowali towar.
Policjanci i pracownicy administracji skarbowej zorganizowali nalot i zaskoczyli sprzedawcę. Odebrali mu 14 spreparowanych ptaków. Wśród skonfiskowanych okazów były m. in.: sowa śnieżna, sowa uchata, pszczołojad, kania ruda, sójka, cietrzew, wilga i wiele innych z rodziny jastrzębiowatych oraz puszczykowatych.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Wszystkie te ptaki to okazy chronione przepisami międzynarodowej Konwencji Waszyngtońskiej CITES, którą Polska podpisała 30 lat temu. Konwencja zabrania nie tylko przewozu przez granicę, ale także handlu towarami, wytworzonymi ze zwierząt zagrożonych gatunków. Obrót nimi wymaga uzyskania zgody ministra środowiska, ale to i tak pod pewnymi warunkami.
W zasadzie legalny handel takimi towarami jest niemożliwy. Zgody nie trzeba tylko na produkty wytworzone sprzed 1 czerwca 1947 r., ale posiadacz takiego okazu musimy udowodnić, że dany przedmiot pochodzi z wcześniejszego okresu – np. opinią rzeczoznawcy, albo dokumentami zakupu, itp.
Sprzedawca chciał zarobić, a teraz musi liczyć straty. Stracił nie tylko towar, ale również grożą mu konsekwencje prawne. Spraw trafi do sądu. Za naruszenie przepisów dotyczących ochrony zwierząt grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Zobacz też:
Sprzedawał skórę niedźwiedzia. Grozi za to nawet 5 lat
Rozmawiał dobrotliwie przed sklepem, a potem…
💡 Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł! Podziel się swoją reakcją: