Ameryka znów w szoku. Robert Card (40 l.) urządził maskarę w Lewiston, w stanie Maine w USA. Morderca zabił 18 osób i ranił 13 innych. Po szale zbrodni zabójca ukrywał się. Ostatecznie obława zakończyła się odnalezieniem jego ciała.
Motyw zabójcy nie jest znany. Sprawca zaatakował w różnych miejscach. Około godz. 19:15 czasu lokalnego oddał pierwsze strzały w kręgielni, potem przemieścił się 6 km i w restauracji grillowej „Schemengees” urządził kolejną masakrę. Zabójca używał broni półautomatycznej.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Sprawca uciekł. Przez dwa dni trwała wielka obława. 28 października poinformowano, że w lesie znaleziono ciało ściganego Robert Carda. Zginął od strzału w głowę, najwyraźniej odebrał sobie życie.
Słyszał głosy i był w szpitalu
Według policji, 40-letni zabójca był rezerwistą armii, także przeszkolonym instruktorem broni palnej, który latem spędził dwa tygodnie w ośrodku psychiatrycznym. Ponoć “słyszał głosy” i groził, że zaatakuje poligon wojskowy. Mimo problemów zdrowotnych, mężczyzna został zwolniony. Śledztwo będzie wyjaśniać dlaczego tak się stało.
Kim były ofiary?
Tymczasem zidentyfikowano WSZYSTKIE 18 ofiar rzezi. Wymieniała je lokalna gazeta „Portland Press Herald”. Wśród ofiar: kierownik baru, tłumacz języka migowego, listonosz, ojciec pięciorga dzieci, mechanik samochodowy.
Najstarsza ofiara, Robert E. Violette, miała 76 lat. Najmłodsza miała 14 lat: Aaron Young, wzorowy uczeń z najlepszymi ocenami, walczył ze swoim „tatą”, Williamem Youngiem (44). On także zginął od gradu kul.
💡 Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł! Podziel się swoją reakcją: