Mariusz S. (51 l.) ponosi pełną odpowiedzialność za tragedię, która wydarzyła się w jego mieszkaniu. Sąd Okręgowy w Przemyślu nie uwzględnił apelacji i utrzymał wcześniejszy wyrok w mocy. Oznacza to, że właściciel agresywnych psów trafi na 3 lata do więzienia.
Choć właściciela psów nie było w mieszkaniu, były za to jego dwa pobudzone pitbulle. Kiedy ze szkoły wrócił pasierb i przyprowadził kolegę, psy zaatakowały obce dziecko. 12-letni Kamilek zmarł w szpitalu w wyniku rozległych obrażeń.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Mariusz S. odpowiadał za nieumyślne spowodowanie śmierci Kamila T. Sąd uznał, że mężczyzna jest winny i prócz kary 3 lat więzienia, zasądził od niego 50 tys. zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonej rodziny.
Matka chłopca już podczas pierwszego wyroku nie była zadowolona z wysokości wymierzonej kary.
– On zdawał sobie sprawę jak groźne trzyma psy i powinien wziąć na siebie odpowiedzialność, a nie udawać, że to nie jego wina, że go nie było w domu. Kamilek zginął tak brutalną śmiercią. Nigdy się z tym nie pogodzimy. Straciliśmy kochane dziecko. Mamy jeszcze trzy córki, ale to był nasz jedyny syn… – powiedziała wtedy dziennikarzom matka.
Sąd stwierdził, że oskarżony miał obowiązek zabezpieczyć psy tak, aby nie przebywały same z dziećmi. Sąd podkreślał, że mężczyzna lekceważąco podszedł do obowiązków, także w stosunku do 11-letniego pasierba, któremu pierwszy raz dał klucze do mieszkania i pozwolił wrócić samemu do domu. Sąd zauważył, że właściciel miał świadomość, że wcześniej pies podjął już atak na jego konkubinę.
Slot różnych wydarzeń
Feralnego dnia nastąpił splot nadzwyczajnych zdarzeń. Mariusz S. dostał fuchę i poszedł dorobić, jego konkubina pojechała z młodszym dzieckiem do szpitala. Pasierb – dotychczas kiedy nie było dorosłych – wstępował do dziadków lub cioci. Teraz miał klucze. Wrócił po szkole do domu i przyprowadził kolegę Kamila.
Pitbulle – suka i pies – nie były wysterylizowane. Były w okresie rui, były pobudzone. Kiedy dzieci weszły do mieszkania i zajrzały do kuchni, od razu rzuciły się na 12-letniego Kamila, wobec którego już wcześniej przejawiały agresję. Podczas wcześniejszych odwiedzin, trzeba było założyć im kaganiec. Dopiero wtedy chłopiec mógł je pogłaskać. Wtedy jednak byli na miejscu dorośli. Teraz ich za brakło.
Dziecko nie miało szans
Chłopczyk został zmasakrowany. Miał obrażenia twarzy, szyi, połamaną rączkę. Stracił mnóstwo krwi. W krytycznym stanie trafił do szpitala. Przewieziono go do kliniki na Śląsku, niestety lekarze byli bezradni. Dziecko zmarło po trzech dniach.
Właściciel psów początkowo się nie przyznawał. Podczas procesu szlochał i wyraził skruchę, przeprosił matkę chłopca. Mężczyzna wcześniej był karany, m.in. za uderzenie pasierba.
Wyrok jest już prawomocny.
💡 Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł! Podziel się swoją reakcją: