Wiosna w Bieszczadach przyszła wtedy ze śmiercią. 1 kwietnia 1947 roku ukraińscy nacjonaliści z UPA urządzili zasadzkę na młodych żołnierzy, którzy jechali drogą z Baligrodu do Cisnej. Byli przekonani, że wrócą już do domu. Zginęli niemal wszyscy. Wielu z nich – po torturach.
W sobotę, 29 marca, przy pomniku w nieistniejącej już wsi Łubne znów zapłonęły znicze. Władze gminy Baligród, przedstawiciele służb mundurowych i rodziny poległych uczcili pamięć 31 żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza oraz milicjanta Jana Duplaka – ofiar jednej z najbardziej krwawych akcji UPA na Podkarpaciu.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Wśród uczestników rocznicowych obchodów byli m.in. I Zastępca Komendanta Powiatowego Policji w Lesku nadkom. Marcin Kijowski oraz przedstawiciele Związku Emerytów i Rencistów Straży Granicznej. Nad bezpieczeństwem czuwali policjanci z ogniwa ruchu drogowego.
Uroczystość miała podniosły, ale i przejmujący charakter. – Oni zginęli, bo nosili polski mundur i strzegli granicy – mówiono pod pomnikiem.
Zasadzka na drodze
Tamtego dnia w zasadzkę UPA wpadli kawalerzyści z Koszalina. Służyli w trudnym terenie, patrolując okolice Baligrodu i Cisnej. Przysłano ich do zabezpieczenia odradzającego się posterunku w Cisnej. Mieli wracać do domów pod koniec marca. Niestety – nie wrócili nigdy.
UPA liczyła na efekt zaskoczenia. W krwawej zasadzce zginęło 21 żołnierzy na miejscu. Kolejnych 10 upowcy uprowadzili do lasu – tam mieli być torturowani, w sposób przekraczający ludzką wyobraźnię. Ich okaleczone nagie ciała odnaleziono później przywiązane do drzew. Ocalało tylko dwóch.
Tragiczna historia wciąż porusza mieszkańców. Pomnik w Łubnem to jedno z nielicznych miejsc, gdzie tak otwarcie mówi się o zbrodniach UPA po wojnie.
💡 Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł! Podziel się swoją reakcją: