-2.5 C
Rzeszów
wtorek, 5 grudnia, 2023

Tragiczna śmierć Marty (†39) w Sołonce pod Rzeszowem. Oskarżyli jej męża

REKLAMA

W Sołonce pod Rzeszowem, blisko swojego rodzinnego domu, zginęła 39-letnia Marta J. O zbrodnię oskarżony jest mąż kobiety Grzegorz J. Mężczyzna w czasie śledztwa przyznał się do winy.

Małżeństwo Marty i Grzegorza od dawna przeżywało kryzys. Rodzina mieszkała w Straszydlu, ale kobieta kilka tygodni wcześniej wyprowadziła się do rodzinnej Sołonki z 12-letnim synem. Zamieszkali razem z matką Marty i jej bratem.

Do zbrodni doszło 19 sierpnia 2022 r. Kobieta pracowała na trzy zmiany w zakładzie w Rzeszowie. Tylko ona utrzymywała rodzinę. Jej mąż nie pracował. Po wyprowadzce żony, odebrał jej samochód. 39-latka, aby wrócić do domu, musiała prosić kolegów z pracy o pomoc.

Tak też było feralnego wieczoru. Martę do domu podwiózł kolega. Kobieta około godz. 23:30 wysiadła przy mostku. To praktycznie pustkowie. Ostatnie metry polną ścieżką do domu musiała pokonywać sama. Wtedy została zaskoczona przez napastnika, który na nią czekał.

– Grzegorz J., podszedł do niej i zadał jej uderzenie trzonkiem od siekiery w głowę w okolicę potyliczną. Kolejno, gdy w wyniku zadanego uderzenia Marta J. upadła na ziemię, oskarżony przeciągnął ją z drogi na pobliskie pola, w miejsce porośnięte wysokimi trawami, a następnie zadał jej kilkanaście ciosów nożem, w okolice klatki piersiowej, jamy brzusznej, ramion i prawego uda – informuje Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Rodzina zgłosiła zaginięcie

Po masakrze, oskarżony poszedł w kierunku lasu, a potem wrócił do swojego domu.

Dopiero w sobotę 20 sierpnia przed południem w okolicy zaroiło się od policjantów. Mundurowi użyli psa, który doprowadził ich do miejsca znalezienia ciała. Wcześniej zaginięcie Marty zgłosiła rodzina.

Mieszkańcy początkowo byli przekonani, że ranny został także 12-letni syn małżeństwa. Widzieli lądujący śmigłowiec ratowniczy, który został rutynowo wezwany, kiedy znaleziono zaginioną kobietę. O rannym chłopcu napisał też lokalny portal. Ale ta informacja była oparta na nieprawdziwej plotce. Chłopcu nic się nie stało.

40-letni Grzegorz J. zostawił list pożegnalny i wymknął się z domu. Został zatrzymany przez policję. Nic mu się nie stało.

Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy, ale niewiele miał do powiedzenia. Zasłaniał się niepamięcią.

Według prokuratury, zebrane dowody wskazują, że przed popełnieniem zbrodni Grzegorz J. przez długi czas źle traktował i krzywdził Martę J. Wielokrotnie ją obrażał i poniżał, używając obraźliwych słów. W trakcie kłótni krępował ją sznurkiem i używał przemocy fizycznej, bijąc ją rękami. Nawet w późnych godzinach nocnych wyrzucał ją z domu, przez co Marta J. musiała prosić rodzinę o pomoc i nocować u nich. Ze względu na jego zachowanie, wiele razy doznała obrażeń ciała, takich jak siniaki na rękach, nogach i twarzy.

Ze względu na uzasadnione wątpliwości dotyczące zdolności Grzegorza J. do pełnej odpowiedzialności za swoje czyny, przeprowadzono badania psychologiczne z udziałem dwóch ekspertów – lekarzy psychiatrów oraz psychologa. Celem tych badań było zdiagnozowanie stanu jego zdrowia psychicznego zarówno w chwili obecnej, jak i w momencie popełnienia przypisanych mu przestępstw. Po analizie uzyskanych opinii, eksperci stwierdzili, że Grzegorz J. miał zdolność do rozpoznawania charakteru swoich czynów lub kierowania swoim zachowaniem. Opierając się na wnioskach biegłych, prokurator Ciechanowski donosi, że Grzegorz J. jest zdolny do udziału w dalszych etapach postępowania i stawienia się przed sądem.

Zaburzenia osobowości

Prokuratura informuje, że według opinii sądowo-psychologicznej, Grzegorz J. wykazuje poniżej przeciętny poziom intelektualny, a jego osobowość cechuje się niedojrzałością emocjonalną. Ze względu na te ustalenia, zalecane jest, aby Grzegorz J. podjął terapię psychiatryczno-psychologiczną.

Grzegorz J. nie był wcześniej karany. Teraz grozi mu dożywocie.

Najnowsze

Najnowsze

REKLAMA
Start
Nowe
7dni
Szukaj